Nowy kierunek w kalendarzu, a miejsca zniknęły, zanim zdążyliśmy ogłosić go porządnie. Sormano, Madonna del Ghisallo, prom do Bellagio, druga granica w Lugano - sześć dni, które teraz wracają we wspomnieniach całej grupy.

Poniżej relacja z tegorocznej edycji - dzień po dniu.

Buongiorno!

Śniadanie trwa wolniej niż zwykle - Magda przygotowała swoją kultową owsiankę i ryżankę, część grupy zna się z poprzednich wyjazdów, część widzi się pierwszy raz. Czas na poznanie się, omówienie tras i planu na tydzień. Po posiłku już ktoś pyta, kto jedzie w której grupie tempa. Pierwszy dzień nad wodą - Como nad Como

Po śniadaniu wsiadamy i ruszamy dookoła jeziora. Trasa do Como prowadzi spokojnym brzegiem w stronę Bellagio. Tam dwie osoby odbierają wynajęte rowery, reszta czeka przy promie. Przeprawa zajmuje kilkanaście minut - silnik, mewy, ktoś robi zdjęcie tafli z widokami gór w tle. Po drugiej stronie droga robi się bardziej kręta, momentami wcina się w skały przez tunele. 90 kilometrów, 1034 metrów w górę - dzień na rozkręcenie nóg.Ściana Muro di Sormano i kaplica (w przenośni i dosłownie)

Drugi dzień zaczyna się od ściany. 1,8 kilometra, średnio 15,5%, momentami 25%. Każdy metr ma wypisaną wysokość na asfalcie - patrzysz pod koła, nie przed siebie. Zejście z roweru na Muro di Sormano to nie wstyd, to statystyka - w latach 60. sami zawodowcy uznali ten podjazd za zbyt brutalny i zniknął z Giro di Lombardia na pół wieku. Po zjeździe i spokojniejszym odcinku w stronę Bellagio czeka drugi klasyk - Madonna del Ghisallo. Kaplica i muzeum kolarstwa w jednym miejscu, patronka wszystkich kolarzy od 1949 roku. Wchodzimy do środka. Czegoś takiego nie zobaczysz nigdzie indziej. Bus, który nie powinien być potrzebny

Tego samego dnia w trasie siada bateria Di2 Kamila. Kilka kilometrów dalej Ola łamie hak w przerzutce. Telefon do pilotów, Boneshakers bus przyjeżdża na ratunek i wiezie ich prosto do willi. Kamil ładuje baterię, wsiada z powrotem na rower i dojeżdża resztę trasy tego samego dnia. Ola wieczorem ogarnia nowy hak i następnego ranka rusza już normalnie, razem z grupą.

Bufet na przełęczy

Trzeci dzień to Passo di Agueglio od zachodniej strony jeziora, z Varenny. Krótka kawa na start i od razu pod górę - 17 kilometrów, średnio 5,7%, momentami 12%. Wilgotność wysoka, widoki inne niż w poprzednie dni - gęściej, bliżej chmur. Na szczycie piknik, kultowy zestaw Boneshakers rozłożony pod pięknym drzewem, i dłuższy postój - grupy zjeżdżają jedna po drugiej.Rest Day 

Czwarty dzień to odpoczynek - w nogach już sporo kilometrów po Sormano i Ghisallo. Część grupy jedzie Boneshakers busem do muzeum przy Madonna del Ghisallo, ogląda rowery i pamiątki po kolarzach, których nazwiska zna się ze Stravy i transmisji wyścigów. Wieczorem krótka runda w golden hour - jezioro w tym świetle wygląda zupełnie inaczej.Druga granica

Tego dnia szosa prowadzi do Lugano w Szwajcarii. Najpierw płaski odcinek wzdłuż Como, potem podjazd w stronę granicy - zaraz za szczytem tabliczki zmieniają język. Zjazd nad Lugano kończy się w mieście, które ma nieco inny klimat niż włoskie miasteczka znad jeziora - spokojniej, jeszcze czyściej. Tego dnia dosłownie przekraczamy granicę na rowerze.Lody, łódka i wybór na koniec

W ostatni dzień grupa dzieli się na dwie części. Jedni jadą na Passo Valcava - trasa w stylu alpejskim, długie spokojne serpentyny. Drudzy wybierają lody w Onnolulu albo zwiedzanie miasteczka. A wieczorem, w ostatni dzień wyjazdu, dla chętnych - wsiadamy na łódkę i płyniemy po jeziorze. Światło robi się pomarańczowe, a w kieliszku prosseco.Hak się złamał, bateria padła, Sormano nie odpuściło nikomu - a i tak każdy wracał z uśmiechem. Następna edycja Como już w planach.

Como. Jezioro, sześć dni, jedna ściana.

Como. Jezioro, sześć dni, jedna ściana.

Nowy kierunek w kalendarzu, a miejsca zniknęły, zanim zdążyliśmy ogłosić go porządnie. Sormano, Madonna del Ghisallo, prom do Bellagio, druga granica w Lugano - sześć dni, które teraz wracają we wspomnieniach całej grupy.Poniżej relacja z tegorocznej edycji - dzień po...

Czytaj więcej

Nicea. Pożar na drodze, śnieg na przełęczy i prosi na pikniku.

Nicea. Pożar na drodze, śnieg na przełęczy i prosi na pikniku.

Planowaliśmy ten wyjazd z Cime de la Bonette jako etapem królewskim - najwyższa asfaltowa droga we Francji, 2802 metry, tablica do zdjęcia. W pierwszym podejściu zamknęli drogę przez pożar. W drugim śnieg nie pozwolił wjechać na pętlę. Wjechaliśmy na przełęcz...

Czytaj więcej

Girona. Zawodowcy wiedzą od lat. Reszta zaczyna się orientować.

Girona. Zawodowcy wiedzą od lat. Reszta zaczyna się orientować.

Girona przyciąga kolarzy z całego świata - zróżnicowanymi trasami, śródziemnomorskim klimatem i atmosferą, w której kolarstwo to nie hobby, a styl życia. Od nadmorskich serpentyn po górskie przełęcze - Girona oferuje wszystko, co najlepsze, niezależnie od poziomu zaawansowania. Ale żeby...

Czytaj więcej