Girona przyciąga kolarzy z całego świata - zróżnicowanymi trasami, śródziemnomorskim klimatem i atmosferą, w której kolarstwo to nie hobby, a styl życia. Od nadmorskich serpentyn po górskie przełęcze - Girona oferuje wszystko, co najlepsze, niezależnie od poziomu zaawansowania.
Ale żeby to poczuć, trzeba tu przyjechać - tak jak my w drugiej połowie marca.
Budzisz się, za oknem bije dzwon z katedry. Girona powoli wychodzi na ulice, espresso, gazety, nikt się nie spieszy. Pierwszego dnia zjedliśmy śniadanie w La Fàbrica, kawiarni założonej przez byłego kolarza pro, pięć minut spacerem od naszego hotelu.
Rocacorba. Kultowy start.
Każdy, kto jedzie do Girony, w końcu tu trafia. Nie dlatego, że jest najpiękniejsza, dlatego że to tu sprawdzasz, gdzie jesteś. Wiggins przywiózł rolki i kombinezon aerodynamiczny, żeby pobić rekord. Millar nazwał od niej swój klub. My - wjechaliśmy grupą. Około 10 km, 750 m w górę, miejscami po 11%. Ze szczytu widać jezioro Banyoles i pół Katalonii. Jędrek wjechał pierwszy, złapał oddech chwilę dłużej niż zwykle i udawał, że patrzy w dal.

Girona Coastal Loop. Ten "najpiekniejszy" odcinek.
Około 120 km, kilkanaście z nich wzdłuż skalistego wybrzeża w okolicach Tossa de Mar. Czerwone klify, turkusowa woda, droga tuż nad morzem. Ktoś w grupie odblokował telefon, sprawdził pogodę w Polsce. Niestety trendująca kafejka ANNNA, zaplanowana jako przystanek kawowy, tego dnia zamknięta. Tak bywa.



Circuit de Catalunya. O tym nie wiedzieliście do ostatniej chwili.
Tor Formuły 1 jest otwarty dla rowerzystów w wybrane dni, my trafiliśmy na wieczór. Paddock, zakręty, złote światło, zero samochodów. Tego się nie da odzobaczyć! Cały wyjazd był niespodzianką spoza programu wyjazdu. Uczestnicy dowiedzieli się na kilka dni przed.


Mare de Déu del Mont. Piknik, na który czekaliście.
18 km od Cabanelles, średnio 5,1%, ostatnie 2,5 km po 9,2% i szczyt na 1111 metrach z widokiem na ośnieżone Pireneje. Robi wrażenie. Na górze czekał mobilny piknik Boneshakers - cola, piwo 0%, kanapki, żelki, kawa. Om nom.



Girona dla foodies na dwóch kółkach.
Prowincja Girona ma 15 restauracji z łącznie 20 gwiazdkami Michelin. Na miasto tej wielkości to wynik, który mówi sam za siebie. Gwiazdek nie odwiedzaliśmy, ale przez tydzień zaliczyliśmy Horse Catégorie, gdzie oglądaliśmy Milano–San Remo i przez chwilę gadaliśmy z Lukiem Plappem (Jayco–AlUla) i Pavelem Sivakovem (UAE Team Emirates XRG) przy tym samym stole. Bartali Pizza, bo nazwa zobowiązuje. Velodrom w nowej odsłonie, sklep, kawiarnia i showroom w jednym miejscu. Elegancka Cipresaia na toast zamknięcia.


Girona ma to coś. Daje trasy, klimat, miejsca na kawę przed i pyszne jedzenie po jeździe. Następna edycja już, a może dopiero, za rok. Jeśli chcesz być pierwszy na liście, napisz na info@boneshakers.cc i wpisujemy Cię na waiting list.




































