Wiało. Raz nawet oficjalnie zakazali sportu na zewnątrz. Mimo to - albo właśnie dlatego - ten wyjazd był jednym z lepszych.

Calpe to jedyne miejsce, gdzie wyjeżdżasz rano i mijasz amatorów, grupy klubowe i zawodowców w ciągu jednej godziny. Żadne inne miasteczko tak nie żyje rowerem. Może dlatego wracamy.

W tym roku zdecydowaliśmy się na dwa terminy - oba wyprzedały się szybko, więc ta relacja będzie nieco inna. Zamiast chronologii - skupiamy się na tym, co było najbardziej boneshakersowe.

Ekipa

Pierwszego dnia tradycyjnie zapraszamy wszystkich na wspólne śniadanie na tarasie willi. 20 stopni, słońce, widok na morze. Do tego naleśniki i owsianka z owocami przygotowane przez Magdę. Część osób przylatuje w nocy, więc to idealny moment, żeby na spokojnie się poznać i złapać pierwszy kontakt.

Dobrze przemyślane trasy i lokalne akcenty

Cały tydzień układamy tak, żeby pierwsze dwa dni - kiedy energii jest najwięcej - przeznaczyć na najbardziej kultowe trasy. W tym przypadku: Coll de Rates i Bernia. Klasyka regionu, której nie można pominąć.
Harmonogram dopasowaliśmy tak, żeby na szczycie Coll de Rates być dokładnie w momencie przejazdu Volta a la Comunitat Valenciana. Helikopter nad głową, peleton przelatujący kilka metrów od nas. Takie rzeczy budują wspomnienia na lata.

Plan awaryjny

Zawsze mamy plan B na wypadek niepogody. W tym roku wiatr pokrzyżował nam plany - jednego dnia, ze względu na alerty pogodowe i rządowy zakaz sportu na zewnątrz, musieliśmy ogłosić przymusowy off-bike day.

Zamiast siedzieć bezczynnie, zabraliśmy grupę do Altei - dawnej wioski rybackiej, nazywanej Santorini Costa Blanca. Był czas na kawę, spacer i rozmowy. Czasem właśnie takie momenty integrują najmocniej.

Bufet!

Podczas wyjazdów zawsze organizujemy bufet na trasie. Uzupełnienie bidonów, coś do jedzenia, kawa. Tym razem bufet pojawił się na Coll de Rates (choć wiało konkretnie), na Bernii i przy plaży La Granadella. W tym ostatnim miejscu, przy okazji zrobiliśmy sesję zdjęciową nowych koszulek.

Na koniec

Na drugim terminie było więcej znajomych twarzy niż nowych - a nie ma dla nas większego komplementu niż ktoś, kto wraca. Dotarły też klubowe koszulki prosto z Isadore. Wiatrom się nie daliśmy - poza tym jednym dniem, kiedy oficjalnie nam zabronili.

Calpe robi swoje. Rok w rok.

Wiatrom się nie daliśmy - Calpe Diem! 2026

Wiatrom się nie daliśmy - Calpe Diem! 2026

Wiało. Raz nawet oficjalnie zakazali sportu na zewnątrz. Mimo to - albo właśnie dlatego - ten wyjazd był jednym z lepszych. Calpe to jedyne miejsce, gdzie wyjeżdżasz rano i mijasz amatorów, grupy klubowe i zawodowców w ciągu jednej godziny. Żadne...

Czytaj więcej

10 chwil, których nie możemy się doczekać w 2026!

10 chwil, których nie możemy się doczekać w 2026!

Kiedy myślimy o 2026, nie możemy się doczekać tych chwil. Część z nich przeżyliśmy już wcześniej i wiemy, że chcemy wrócić. Część - jak kibicowanie na Liège-Bastogne-Liège czy Tour de France - będzie dla nas nowością. Ale jedno jest pewne:...

Czytaj więcej

Boneshakers Wrapped 2025

Boneshakers Wrapped 2025

Zapraszamy do Boneshakers Wrapped - naszego podsumowania roku, który był Wasz. I trochę nasz też. Razem przejechaliśmy 4 034 kilometry i zdobyliśmy 76 797 metrów w pionie. Od słonecznego Calpe po legendarne Stelvio - 9 wyjazdów, 7 krajów, 84 uczestników...

Czytaj więcej