Planowaliśmy ten wyjazd z Cime de la Bonette jako etapem królewskim - najwyższa asfaltowa droga we Francji, 2802 metry, tablica do zdjęcia. W pierwszym podejściu zamknęli drogę przez pożar. W drugim śnieg nie pozwolił wjechać na pętlę. Wjechaliśmy na przełęcz - Col de la Bonette, 2715 m, i to w zupełności wystarczyło. Tak wygląda większość najlepszych tygodni na rowerze - trochę inaczej niż planowałeś, lepiej niż się spodziewałeś.

Dzień pierwszy - Col d'Eze

Pierwszy dzień zawsze jest o tym samym - poznajemy się nawzajem, sprawdzamy kto jedzie jak, i przy okazji podjeżdżamy Col d'Eze z tabliczkami Tour de France co kilkaset metrów i Monaco w dole. Lubimy ten dzień - nowa grupa i pierwsze kilometry razem. Potem krótki przystanek w Menton na kawę i w górę na Col de la Madone - 14,5 km, 6,7% średnio, ta sama droga którą Lance Armstrong jeździł solo przed każdym Tour de France żeby sprawdzić czy jest gotowy.

Bonette - podejście pierwsze

Cały czas analizowaliśmy prognozy i ten dzień wyglądał najlepiej na królewski etap, więc wyjechaliśmy Boneshakers busem o świcie. Droga zamknięta - pożar domu przy trasie dojazdowej, strażacy, żaden argument nie przechodził. Plan B wszedł w życie w 10 minut: cofamy się do Nicei i jedziemy trasę planowaną na dzień 4 naszego wyjazdu. Na Gilette i Levens. Dwa solidne podjazdy z uroczą miejscowością Gilette pośrodku - bidony, kanapka, jedziemy dalej. Nikt specjalnie nie narzekał, bo wszyscy wiedzieli że jutro próbujemy jeszcze raz - i szczerze mówiąc, Gilette samo w sobie było warte wstania z łóżka o świcie.

Bonette - podejście drugie

Tym razem dojechaliśmy i zaczęliśmy 40-kilometrową wspinaczkę. Pierwsze 20 km z Isola to falsflat 2-3% wzdłuż rzeki - nogi się rozkręcają, w głowie jeszcze spokój, rozmawiasz, oddychasz, i nagle patrzysz w górę i widzisz dokąd ta droga prowadzi. Drzewa znikają, zostają ośnieżone szczyty. Na Col de la Bonette (2715 m) kończy się dostępny asfalt - śnieg na pętli wokół Cime de la Bonette nie pozwolił wjechać na 2802 m i zrobić zdjęcia z tablicą, ale przyznam szczerze że na tej wysokości człowiek nie ma już wielkiej potrzeby udowadniania sobie czegokolwiek. Zjazd - 40 km w dół przez tę samą księżycową pustynię, tylko trzy razy szybciej - jest jedną z tych rzeczy, których nie da się opisać komuś kto tego nie czuł.

Monte Carlo - rest day

Wyścig F1 za tydzień, więc Monaco wygląda jakby ktoś właśnie zaczął naklejać dekoracje na całe miasto - banery, trybuny w połowie złożone, zapach paliwa jeszcze nie w powietrzu ale już w atmosferze. Przejeżdżamy torem - te same zakręty które oglądasz w telewizji, tylko że bez samochodów robi wrażenie przede wszystkim jak bardzo jest ciasno. Zdjęcie pod kasynem, chwila przy porcie żeby popatrzeć na jachty które kosztują tyle co kilka kamienic, i ogólne poczucie że trafiliśmy tu w idealnym momencie - za tydzień byłoby to niemożliwe. Wieczorem wracamy jeszcze raz Boneshakers busem, żeby jeszcze pochłonąć tej wyjątkowej atmosfery.

Piknik na Col de Braus

Upał dał w kość, więc ten dzień był z założenia spokojniejszy - piknik na Col de Braus, dwie opcje dystansu do wyboru: 60 km albo pełna pętla 115 km, każdy decyduje sam. Po drodze Boneshakers busem na piknik zatrzymaliśmy się przy Adrianie, który złapał gumę i przez pękniętą oponę nie mógł kontynuować - Adrian do auta, rower na dach, jedziemy razem na miejsce. Rozstawiliśmy jedzenie i czekaliśmy na grupę, kiedy podjechało dwóch zawodowców i zatrzymało się przy kanapkach. Sam Welsford z INEOS - olimpijski mistrz z Paryża aktualnie w INEOS - i Alastair MacKellar z EF Education-EasyPost. Krótka rozmowa, wzięli coś do jedzenia i pojechali dalej, jakby to było zupełnie normalne. Może dla nich jest. Chwilę później nadjechała reszta i smakołyki zniknęły bez śladu niezależnie od tego czy ktoś jechał 60 czy 115 km.

Vence i zamknięcie

Ostatni dzień na Col de Vence od zachodu - 40 km false flat wąwozem, w dużej mierze w cieniu, idealne na zakończenie tygodnia z nogami pełnymi górskich kilometrów. Najpierw jednak pamiątkowe zdjęcie pod Le Negresco - część grupy zdążyła odjechać więc w kadrze nie wszyscy, co jest dokładnie tym rodzajem logistycznego niepowodzenia, które przestaje cię denerwować po kilku latach organizowania wyjazdów. Po zjeździe kawa i ciastko w naszej ulubionej Pâtisserie Palanque et Fils i powrót do Nicei każdy swoim tempem, w głowie własne podsumowanie tygodnia.

Wieczorem soirée de clôture - prosecco, toast, plany na kolejne wyjazdy i te wszystkie zdania zaczynające się od "a pamiętasz jak na Bonette...". A potem, za namową Kacpra który spędził tu sporo czasu w poprzednich latach, pizza Pili i plaża, żeby obejrzeć zachód słońca nad Lazurowym Wybrzeżem. Niektórych rzeczy nie da się zaplanować z wyprzedzeniem - można tylko zadbać o to żeby był ktoś kto wie gdzie kupić dobrą pizzę.

Następna edycja w kolejnym roku - jeśli chcesz wiedzieć kiedy, napisz do nas lub obserwuj naszą stronę.

Majorka. Rekord wysokości, bufet na 682 m, czas Van Aerta.

Majorka. Rekord wysokości, bufet na 682 m, czas Van Aerta.

Rekord Grześka, bufet na Coll dels Reis i ściganki na welodromie w Sineu. Majorka 10-17.10.2026 dzień po dniu.

Czytaj więcejo Majorka. Rekord wysokości, bufet na 682 m, czas Van Aerta.

Polskie Ardeny - podkarpackie ścianki, Dolina Sanu i Julin Slow Life

Polskie Ardeny - podkarpackie ścianki, Dolina Sanu i Julin Slow Life

Dwanaście osób i trzy dni po Podkarpaciu. Zaczęliśmy w Łańcucie w samo południe - część ekipy z Warszawy, część z Krakowa, reszta skądinąd. Dzień 1: Przyjazd, podkarpackie ścianki i kawa w EloVelo Przyjazd na miejsce około południa - powitania, uściski...

Czytaj więcejo Polskie Ardeny - podkarpackie ścianki, Dolina Sanu i Julin Slow Life

Swiss made: Wiecie, co jest dużym plusem Szwajcarii? Flaga.

Swiss made: Wiecie, co jest dużym plusem Szwajcarii? Flaga.

"Wiecie, co jest dużym plusem Szwajcarii? Flaga." Ten suchar towarzyszył nam przez cały wyjazd - bo czerwona flaga z białym krzyżem jest tu dosłownie wszędzie. Nawet na szczytach przełęczy. Przez sześć dni przejechaliśmy wszystkie kultowe szwajcarskie przełęcze - pętlę północną...

Czytaj więcejo Swiss made: Wiecie, co jest dużym plusem Szwajcarii? Flaga.